Rejsy na algierskiej trasie

Dalsze rejsy „Batorego” na „algierskiej” trasie.
W kilkanaście godzin po wyokrętowaniu przywiezionych wojsk i sprzętu w Mersa Bu Zajar, „Batory” i inne statki desantowo-inwazyjne biorące udział w lądowaniu pod Les Andalouses opuściły algierskie wybrzeża i udały się w drogę powrotną. Inwazja w Afryce Północnej była zaskoczeniem dla rządu Vichy, jak i dla państw „osi”, ale nie należało nie doceniać przeciwnika. Już po południu nad Mersa Bu Zajar pojawiły się, jak relacjonował kpt. Deyczakowski, nieprzyjacielskie samoloty zwiadowcze, należało się więc liczyć z możliwością rychłego przybycia większej formacji samolotów torpedowo-bombowych. Ponadto na Morzu Śródziemnym działały nie tylko włoskie, ale i niemieckie okręty podwodne, dlatego dobrze pojęty interes własny nakazywał jak najszybciej opuścić orański przyczółek tym wszystkim statkom, które po wypełnieniu swego zadania stały się tam niepotrzebne. Tak więc „Batory” wraz z innymi statkami swej grupy udał się do Gibraltaru, który na okres inwazji w Afryce Północnej stał się z jednej strony daleko wysuniętą bazą aliancką, z drugiej zaś punktem zbornym dla konwojów idących z Wielkiej Brytanii do Afryki Północnej, bądź też powracających. W Gibraltarze do niedużego konwoju grupy statków spod Les Andalouses dołączyło kilka jednostek, które brały udział w lądowaniu w rejonie Algieru, a wśród nich drugi polski statek, „Sobieski”. W dniu 11 listopada sformowany w Gibraltarze konwój z obu polskimi statkami opuścił port, przeszedł przez Cieśninę Gibraltarską na ocean, i znów zataczając spory łuk wokół wybrzeży zachodniej Europy podążył do Wielkiej Brytanii. Konwój szedł oczywiście w towarzystwie silnej eskorty, gdyż zachodziła uzasadniona obawa, iż właśnie teraz hitlerowskie okręty podwodne skon-centrują się na trasie, którą musiały przebyć konwoje powracające z inwazji w Afryce Pół-nocnej, bądź też podążające tam z dalszymi trans-portami żołnierzy, uzbrojenia, sprzętu i paliwa. Jak się okazało już po wojnie, ze zdobytych archiwów Kriegsmarine, adm. Dónitz rzeczywiście ściągnął duże stado U-bootów na skraj wód Atlantyku Północnego, gdzie szły w obie strony wspomniane konwoje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *